Wiktor Wrzesiński
W treningu hipertroficznym chcemy obciążyć maksymalnie konkretny mięsień/mięśnie, aby tak się stało warto żebyśmy mieli dużą stabilność zewnętrzną tak, aby limiterem nie była koordynacja/balans. Dodatkowo warto, aby obciążać poszczególne stawy, na których pracy nam zależy, osiągniemy to głównie poprzez manipulowanie długością ramienia momentu do konkretnych stawów.
Wykup Subskrypcję
Masz już subskrypcję?
Również umiejętność wykonania konkretnego ruchu nie powinna być faktorem, który zdecyduje o naszym upadku w konkretnym ćwiczeniu, czyli nie chcemy ruchu, który ma niesamowicie dużo aspektów technicznych, które łatwo przeoczyć (szczególnie u początkujących). Fatydze powinny ulegać struktury, które mamy zamiar przetrenować docelowo, a mięśnie które nie są naszym celem nie powinny ulegać zbyt dużemu zmęczeniu.
Wiosłowanie sztangą nie daje nam pewności, który mięsień będzie limiterem (o czym później wspomnę więcej), dodatkowo umiejętność wykonania samego ruchu jest istotna, musimy nieustannie napisać mięśnie brzucha, zachować odpowiednie ułożenie kręgosłupa, “szarpanie” ruchu jest bardzo kuszące szczególnie bliżej upadku. Również jest po prostu ciężko realnie w tym ćwiczeniu zbliżyć się do upadku, który byłby bezpieczny/łatwy. Po pierwsze olbrzymie wymogi koordynacyjne powodują, że bardzo łatwo o zrobienie niechcianego ruchu czy czegokolwiek podobnego co przy dużym zmęczeniu i RIR 0-3 może nas kosztować w najgorszym wypadku kontuzję. Po drugie żeby realnie dojść do upadku musimy nieustannie mieć kontrolę nad całym ciałem, co powoduje, że zamiast skupiać się na docelowych mięśniach, które chcemy obciążyć musimy nieustannie skupiać się też na napięciu innych partii. W wiosłowaniu hantlami w oparciu o ławkę chociażby jest już dużo prościej. Limiterem na 99% będzie mięsień, który jest docelowo obciążany, bo nie limituje nas stabilność zewnętrzna. Trening do upadku jest prosty i bezpieczny, po prostu przyciągasz ciężar bez nadmiernego skupiania się na 10 innych rzeczach. Technika jest prostsza do opanowania właśnie ze względu na powyższe rzeczy.
Ramię momentu do stawu ramiennego na dole ruchu jest tak naprawdę zerowe, a na górze ruchu relatywnie jest ogromne, co z perspektywy profilu siły mięśni przyciągających jest nie najlepszym rozwiązaniem, ponieważ są one silniejsze w rozciągnięciu, a nie w skróceniu. Oznacza to, że każde powtórzenie jest bardzo ciężkie na górze ruchu i bardzo łatwe na dole, gdzie jesteśmy silniejsi. Ponadto ramię siły jest dosyć długie do poszczególnych stawów/osi, na których obciążeniu nam nie zależy. Np. nasz prostownik grzbietu może być limiterem w tym ruchu, bo przez cały wzorzec ramię momentu do kręgosłupa jest dosyć długie co sprawia, że mięśnie odpowiadające za utrzymanie kręgosłupa w wyproście mogą ulec upadkowi szybciej. Ramię do stawu biodrowego również jest dosyć długie przez cały ruch, przez to nasze mięśnie kulszowo-goleniowe mogą być tu limiterem, ponieważ przez cały ruch trzymamy izometrycznie pozycję hip hinge.
Wykonywanie przyciągania na sztandze znacząco zmniejsza możliwość komfortowego ruchu nadgarstków/łokci, ponieważ chwyt, którego użyjemy (pronacja/supinacja) będzie nam towarzyszył przez cały ruch. Nie każdy ma taki zakres supinacji czy pronacji, aby komfortowo wykonać całe przyciągnięcie bez żadnego bólu. Dodatkowo zakres pronacji wraz ze zgięcie łokcia się wielokrotnie zmniejsza. Możecie sami zrobić taki test- ustawcie przedramię w pronacji/kostki w stronę sufitu, a następnie zginajcie łokieć, zobaczycie (przynajmniej większość z was) jak dłoń odkręca się do ustawienie neutralnego. Poprzez wchodzenie w pasywny zakres łatwo można doświadczyć bólu. Ponadto chwyt, którego użyjecie poniekąd ogranicza was w obciążeniu poszczególnych grup mięśniowych. Dużo bardziej komfortowy tor ruchu można zapewnić sobie korzystając z hantli czy wyciągu/dobrze dobranej maszyny.
Wiosłowanie sztangą było dla wielu osób skuteczne i nie zaprzeczam temu, jednak warto zdawać sobie sprawę, że plusy tego ćwiczenia są znacząco zdominowane przez minusy, przynajmniej w kontekście hipertrofii. Chociaż w przypadku np. trójboju również to ćwiczenie nie będzie idealne, ponieważ chcąc wzmocnić tylną grupę ud lepiej zrobić SLDL, chcąc wzmocnić najszerszy użyjemy ruchu, który obciąży najszerszy stricte itd. Dodatkowo pozycja wiosłowania jest taką, w której trójboiści i tak spędzają wiele czasu wykonując różnego rodzaju martwe ciągi. Wracając do meritum, wiosłowanie było i będzie jeszcze długo popularnym ćwiczeniem, jednak nie niesie za sobą absolutnie żadnych korzyści pod kątem zarówno hipertrofii jak i zdrowotności, których nie możecie osiągnąć innymi, lepszymi w tych kontekstach ćwiczeniami. Żadne ćwiczenie nie musi być wykonywane, bo tak jest od X lat. I tak kulturyści wykonywali to ćwiczenie przez wiele lat, ale to nie oznacza, że jest ono najlepsze.