Paweł Głuchowski
Zacznę od mniej typowego wpisu – artykułu? Raczej przemyśleń.
Opublikowałem na social mediach wpis, który poniżej przedstawię. Myślę, że ten krótki (max 2200 znaków, bo na tyle pozwala Instagram), obrazuje to co chciałem powiedzieć lecz do grupy STUDENTÓW AKADEMII HIPERTROFII, chciałbym skierować rozwinięcie tejże myśli.
Wykup Subskrypcję
Masz już subskrypcję?
Na wstępie zaznaczę – nie krytykuję nauki. Zresztą jest to dla Ciebie zapewne na 99% jasne, gdyż w każdym temacie staram się podpierać na dowodach naukowych i stawiać je jako fundament tworzenia zaleceń – nie tylko treningowych.
Natomiast w dobie, gdy popularne zrobiło się podejście „science based”, można zauważyć też to, co zazwyczaj dzieje się przy popularyzacji pewnych trendów – przegięcia!
Whaaat? Czy można przegiąć w byciu zgodnym z nauka? No można, przynajmniej w mojej ocenie Skupię się tu tylko na branży fitness, sportowej, kulturystycznej, treningowej – czyli naszej.
Parę lat temu, a gdzieniegdzie jeszcze do dziś zauważyć można było (lub nadal jest lecz niszowo) powszechny trend, w którym to na piedestale opiniotwórców stawiano osoby, które doświadczały efektów. Mówiąc prościej o wiedzy treningowej decydował rozmiar bicepsów lub wielkość pośladków – zależnie od płci. Teraz wiemy, że dużo zależy od genetyki, suplementacji (tej legit i mniej legit). Oczywiście trening jest w mojej ocenie nadal kluczowy lecz wcześniej wymienione pozwalają niekiedy „zatuszować” pewne braki, błędy i wybaczyć je lub najzwyczajniej przekroczyć granice związane z bezwzględną wartością osiąganych przyrostów i czasem potrzebnym na ich osiągnięcie.
Obecnie powszechne jest sypanie badaniami w każdym temacie, niczym wytrawny pokerzysta cwaniak kartami z rękawa. Albo masz badania, albo spadaj ze swoimi teoriami.
To dalej nic złego – sam pisząc VADEMECUM HIPERTROFII, pod okiem doktora Amita na każdą tezę musiałem mieć badanie, podeprzeć mocnym dowodem. Inaczej doktor nie dopuściłby mojej pracy do druku ze swoim podpisem i recenzją.
Doszliśmy jednak do pewnej granicy (lub ja to zauważyłem), gdy osoby chcące się wybić i na siłę pokazać wyższość swojej wiedzy w danym temacie szukają argumentów celem podważenia Twoich tez, na zasadzie pokazania, że mam lepsze dane, wiem więcej.
Dalej nie ma w tym nic wybitnie złego! Aczkolwiek dochodzimy do momentu, gdy próbujemy wynaleźć koło na nowo lub uczynić je bardziej okrągłym.
No właśnie, czy to ma sens? Ma, dopóki działania mające na celu zgłębianie danych kwestii mogą dać istotną korzyść. Zawsze argumentem będzie oczywiście hasło z którym też się zgodzę: „grosz do grosza…”. Okej! Tu 5% zysku, tam 5% zysku, itd… I okazuje się, że dzięki tym szczegółom mamy nagle 20-30% lepszy progres! Jednak to nie takie zero jedynkowe, a przynajmniej ja mam takie zdanie w tym temacie.
Obecnie regularnie podnoszona jest dyskusja dotycząca miar objętości, w którą gdzieś tam jestem od czasu do czasu zaangażowany. Tzn. nie do końca, bo mi się nie chce nawet o tym już mówić, argumentując to w bardzo prosty sposób: „Bo po co? Ileż można?”
Dla nie wtajemniczonych – mamy zdefiniowane najpopularniejsze miary objętości, jakimi są w treningu siłowym:
Każda ma zastosowanie i użyteczność i sam określam to następująco:
No i teraz na scenę wjeżdżają tak zwane „powtórzenia stymulujące” lub „effective reps” lub inne wariacje tejże miary, mające rzekomo być bardziej dokładnymi.
Czy są rzeczywiście? Dostępne źródła naukowe nie wspierają tego podejścia, aczkolwiek jest masa ludzi, którzy próbują udowodnić skuteczność ich weryfikując „po swojemu” badania, wyciągając wnioski na bazie swoich interpretacji. Takie drążenie byleby znaleźć coś będącego podkładka swojej tezy.
Okej! Niech nawet znajdzie się mocna podwalina mówiąca, że ów „wynalazek” ma sens. Gratulowałbym serdecznie takiego odkrycia – tak na prawdę szczerze Natomiast dalej zadałbym pytanie bardzo proste: „Ale po co?”.
Znalazłaś/eś bardziej dokładną miarę wyliczania objętości, tylko po co Ci bardziej dokładna miara w momencie, gdy nie jesteś w stanie i tak ocenić ile rzeczywiście Twój podopieczny lub ty potrzebujecie tejże objętości? Nie ocenisz po wykonaniu jakiego pułapu pracy osiągniesz optimum efektów. Tego nie wiesz! Możesz szacować z większą lub mniejszą dokładnością, ale nadal super dokładna miara będzie wykorzystana w niedokładnej i niemożliwej do oceny odpowiedzi organizmu.
Brawo wygrałeś złote kalesony
Oczywiście szanowałbym za włożoną prace, ale ja osobiście zawszę cenię najbardziej działania, które dają realne efekty. I tak też jest z wieloma tematami, które zaznaczyłem w poście.
Ocenisz, że przerwa dłuższa o 10 sekund wg badań jest lepsza – okej! Ale pamiętaj, że nie ocenisz dokładnie czy dziś jesteś w optymalnej formie i czas Twojego powrotu do optimum formy (ogólne stwierdzenie) będzie wystarczająco szybki. Na to wpływa zbyt wiele elementów, takich jak: sen (długość, głębokość), dieta, samopoczucie, itd.. Nie masz wglądu w siebie jak na baterie iphona, która pokazuje Twój dzisiejszy stan i mówi Ci: „Paweł, dzisiaj operujesz na poziomie 74% swoich maksymalnych możliwości, więc nie jesteś w pełni sił! By osiągnąć regeneracje bo wykonanej serii musisz zwiększyć długość przerwy o 13,47%, co daje nam w tym przypadku potrzebę odpoczynku między kolejnymi seriami dokładnie 2 minuty i 27 sekund. Odpoczynek krótszy spowoduje spadek generowanej siły odpowiednio o 1,14% na sekundę zbyt krótkiej przerwy”.
Fuck – jakby tak było to byłoby fajnie! Ale nie jest… Powrót do rzeczywistości!
W tej sytuacji jeśli ktoś spędza długie dnie na szukaniu badań, które podważą naukowo np. moje lub Twoje twierdzenia dotyczące jakiegoś tematu, mówiąc mi że kiepsko się znam, gdyż znalazł rzetelne info, iż przerwa ma być dłuższa o owe kilka sekund, to zadaje pytanie zawsze znane już pytanie: „Ale co z tego? Udowodniłeś mi że jesteś mądrzejszy/a lecz jakie efekty przyniesie to w praktyce? Szukałaś/eś tych informacji 10 dni, ja przez ten czas zgłębiłem technikę ruchu i dzięki temu podczas trwania serii lepiej dociążę mięsień i tym samym I TAK OSIĄGNĘ LESZE EFEKTY!”
Jak w tytule. Zawsze skupiajmy się na działaniach które przynoszą największe efekty, a pracę o wysokiej szczegółowości zostawmy na koniec. W tym wypadku tworzyłbym hierarchię następująco
Dopóki nie dojdziesz do punktu 3 bazuj na mocnej podstawie.
Będąc w punkcie 3ciu robi się ciekawie (tak naprawdę tu umiejscowiłbym swoje filmy gdzie tłumaczę detale ruchu)
W pkt 4tym mówimy o zawodnikach na poziomie top olimpiad i wielokrotnych mistrzach świata. Zanim nie dojdziesz do pkt 4ego, nie skupiaj się na detalach detali. Szkoda Twojego czasu na bycie bardziej „science based niż inni science based”
Ale to tylko moja opinia…
Twoja może być inna, przedstawiłem swoje stanowisko, które opieram na wielu latach doświadczenia i podejściu „science based”, zanim było to modne
Wniosków na koniec nie ma, gdyż wylałem tu swoje myśli – sam/a wyciągnij wnioski według swoich przekonań.
Brak. Zero podkładki w nauce, 100% w logice Pawła G