Paweł Głuchowski

Przypadkowa progresja treningowa. Jak (nie)planowanie wprowadzać możesz sensowny model progresywnego przeciążenia.

Ten wpis będzie zawierał w sobie nieco więcej praktyki i sugestii i tak chciałbym, by był odebrany!

Analizując plany treningowe i obserwując jak wygląda planowanie (lub jego brak) u wielu osób trenujących stwierdzam, że brak wiedzy nie zawsze oznaczać będzie totalny brak efektów. Może okazać się, że czasem bezwiednie możemy realizować całkiem sensowne założenia treningowe nie wiedząc o tym.

Chcesz przeczytać cały artykuł?

Wykup Subskrypcję

Masz  już subskrypcję?

O co chodzi z progresywnym przeciążeniem

By wszystko było dla Ciebie w pełni jasne, muszę zacząć od zdefiniowania tematu, byśmy stąpali po tym samym gruncie wiedzy. Ułatwi to zrozumienie moich przemyśleń.

Progresywne przeciążenie to nic innego jak spełnienie nadrzędnej zasady teorii sportu, czyli „Zasady przeciążenia”. By notować progres bezwzględnie należy dążyć do regularnego przeciążenia na odpowiednim poziomie (mowa o bodźcu przeciążeniowym).

Z miejsca rodzi się pytanie Jaki będzie ten odpowiedni poziom – nieco wymijająco powiem: „Nie za duży, nie za mały”. Już spieszę wyjaśnić.

Nie za mały, czyli musi powodować dojście do granic tolerancji danego bodźca i wprowadzić swego rodzaju „alarm”, zaburzyć utrwaloną homeostazę. Wszystko w myśl 1 etapu syndromu adaptacyjnego H.Selye (pisałem o tym tydzień temu).

Nie za duży natomiast, by nie powodować nadzwyczajnych uszkodzeń mięśni, które będą wprowadzały potrzebę wydłużonej regeneracji, tym samym obniżając profity adaptacyjne.

Wydaje się to jasne i logiczne lecz znalezienie tego „miejsca optimum” wymaga oparcia się o zalecenia jakie w tej materii są podawane (często tworząc bardzo szerokie zbiory sugerowanej dawki dla danego poziomu zaawansowania osoby). Następnie należy skonfrontować owe szablonowe wartości z subiektywną oceną (indywidualizacja). Jednakże nie o tym dziś, chciałem po prostu dość ogólnie zarysować w ten sposób tematykę!
Drugi, a w zasadzie pierwszy w kolejność człon tego wyrażenia brzmi „progresywne”, co oznacza, że postępowanie owego przeciążenia ma następować stopniowo, regularnie. Częsta praktyką jest wprowadzanie progresji na przestrzeni kolejnych mikrocykli treningowych (chociaż szkół i możliwości rzecz jasna jest masa). Masz to rozumieć jako „z tygodnia na tydzień więcej”.

Przeciążaj objętościowo

Wszelkie dostępne źródła wskazują, że najbardziej atrakcyjna formą wprowadzania progresywnego przeciążenia w treningu hipertroficznym jest metoda zwiększania objętości treningowej. Bezpośrednio rzutuje ona na skalę bodźca jakiemu poddawany jest mięsień. Finalnie powinno prowadzić to do potęgowania efektów.

Chcesz rosnąć progresuj objętością i najlepiej dodawaj co tydzień kolejne serie. Owszem to ma sens! Potwierdza to logika, ale i dostępna wiedza naukowa.

Na pewno wiesz co dokładnie jest objętością treningową?

Zapomina się jednak o niezwykle ważnym aspekcie, a mianowicie związanym ze zrozumieniem czym jest objętość treningowa. W czasach Internetu i prób odkrycia koła na nowo wrócić należy do absolutnych podstaw, by mieć pewność że dobrze zrozumiemy temat jaki jest omawiany – przeciążenie objętościowe.

Objętość treningowa zawsze, absolutnie zawsze w teorii sportu definiowana jest jako TONAŻ, czyli ilość kilogramów jakie zostały podniesione na treningu. Każdy szanujący się metodyk treningowy i badacz podpisze się pod tym stwierdzeniem. Dla ułatwienia obecnie podaje się rekomendacje treningowe przy zastosowaniu miary objętości jaka są serie. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal bodźcem są kilogramy podniesione w owych seriach.

p.s. Jak można by było podać uniwersalne zalecenia w kilogramach, gdy obciążenia z jakich korzystasz w ćwiczeniach znacząco różnią się między sobą, tak samo jak osoby i poziom generowanej przez nie siły.

P.p.s. Zapomnij przede wszystkim o śmiesznych powtórzeniach stymulujących (i wszelkich ich wariacjach).

Miara objętości podczas przeciążenia

Przechodzimy do meritum! Bazowanie na tonażu, jako mierze objętości jest wiec bardzo nieporęczne w przypadku ogólnych zaleceń. Jednakże używanie tej miary okazuje się niezwykle skuteczne w sytuacji, gdy znane są zalecenia dla konkretnej osoby, a kolejnym krokiem jest planowanie progresu na przestrzeni kolejnych tygodni (mikrocykli).

W tej sytuacji skłaniałbym się by to tonaż grał główne skrzypce!

By móc obrazowo to przedstawić posłużę się przykładem i zacznę od kilku pytań, na które odpowiedz sobie zanim przejdziesz do kolejnych.

  1. „Czy Paweł G, który co tydzień robi dokładnie taki sam trening, tyle samo powtórzeń, tyle samo serii na każde ćwiczenie starając się jedynie zwiększać ciężar, realizuje schemat progresji?”

Odpowiedź brzmi: Tak, o ile rzeczywiście dokłada chociażby o kilka gram obciążenia więcej na sztangę/hantle, maszynę.

  1. „Czy Paweł G, który dokłada kilogramy na sztangę zachowując niezmienną ilość serii i powtórzeń progresuje intensywnością czy objętością treningową?”

Odpowiedź brzmi: Objętością!

Zaskoczenie? To teraz pozwól, że wszystko wyjaśnię.

Intensywność rosła by w momencie, gdy zwiększa się % ciężaru maksymalnego (CM) na jakim pracujesz. Gdy rośnie ciężar na sztandze lecz nadal możesz wykonać nim tę samą ilość ruchów, to % CM nie zmienia się. Intensywność jest stała! (Int. ~ const.)

I teraz wjeżdża temat objętości, a precyzując miarę w jakiej będzie wyrażona – TONAŻU. I jako ekonomista z wykształcenia, oprę się na liczbach by to pokazać – jak wiemy matematyka nie kłamie.

  1. Tydzień pierwszy (ćwiczenie dowolne)
    Wykonałaś/eś 4 serie, po 10 powtórzeń z ciężarem 10kg.
    Łączny tonaż jaki został podniesiony to 400kg.
  2. Tydzień drugi (te same ćwiczenie)
    Wykonałaś/eś 4 serie, po 10 powtórzeń z ciężarem 11kg.
    Łączny tonaż jaki został podniesiony to 440kg.

Pytanie retoryczne: „Czy objętość treningowa zwiększyła się?”

Odpowiedź (logiczna): „Tak, o 10% wzrosła przy zachowaniu reszty parametrów bez zmian.”

Zrozum rolę tonażu w modelu progresji.

Dlatego też jestem ogromnym fanem, TONAŻU (zwanego też z ang. workload), mimo że wielokrotnie słyszę, iż ta miara objętości jest nieprzydatna w treningu siłowym nakierowanym na hipertrofię. Błąd wynikający z nierozumienia metodologii badań lub też ignorancji (nie oceniam, nie moja w tym rola).
Reasumując, czy można by było stwierdzić, że podniesienie co tydzień większego tonażu (przy utrzymaniu reszty parametrów niezmiennie), wynikającego ze zwiększenia jednostkowego obciążenia nie będzie miało znaczenia? Nie, zdecydowanie nie!

Dlatego też marginalizowanie TONAŻU jest w mojej opinii błędem.

Kolejne cyfry pokazać mogą skalę progresu na przestrzeni np. 5 tygodni.

Przyjmiemy w tym studium przypadku liniowy wzrost objętości o 10% co tydzień w odniesieniu do pierwszego treningu (wiem, że jest to bardzo utopijna wizja lecz na potrzeby obliczeń najłatwiejsza)

Pierwszy tydzień – 400 kg
Drugi tydzień – 440 kg
Trzeci tydzień – 480 kg
Czwarty tydzień – 520 kg
Piąty tydzień – 560 kg

Wzrost na przestrzeni pięciu tygodni wyniósł aż o 40% więcej podniesionego obciążenia, przy założeniu utrzymania tej samej ilości serii, powtórzeń i intensywności.

Czy nadal uważasz, że TONAŻ nie ma znaczenia?

Niezaplanowana progresja objętościowa

Teraz możemy wrócić do początkowych rozważań i odpowiedzieć na pytanie, czym jest owa, przypadkowa progresja.

Ile znasz osób, które nie planują dobrze swojego treningu na przestrzeni czasu, a periodyzacja treningowa nie istnieje. Realizowany jest schemat mogący zwać się „intuicyjnym”, a jedyne założenia jakie są obrane brzmią: „Podnieś jak najwięcej możesz w określonym zakresie powtórzeń”.

Wchodząc na każdą siłownie, w ciemno do tego grona wrzucam minimum 50% obecnych na niej trenujących. Kierując się tę zasadą okazuje się, iż „niechcący” realizują bardzo skuteczną metodę progresywnego przeciążenia objętościowego, niejednokrotnie znacząco zwiększając ilość bodźca poprzez dodawanie kolejnych kilogramów na sztangę!

Czy mogą osiągać dzięki temu efekty? TAK!

Oczywiście nie planowanie w końcu może doprowadzić do niefunkcjonalnego przeciążenia i najczęściej tak się dzieje. Finalnie postęp sportowy stopuje i brak jest widocznych efektów. Winą jednak nie jest metoda lecz brak zarządzania całym planem.

Podstawą jest tylko zrozumienie fundamentów, co bywa niekiedy najtrudniejsze (wiem to z autopsji).

A co byłoby gdyby udało się zastosować mądrze tę metodę? Efekty byłby świetne!